Szalony tydzień

Ten tydzień przeżyłem na bardzo wysokich obrotach. O ile jeszcze poniedziałek i wtorek były w miarę normalne to końcówka już nie za bardzo.

W środę dowiedziałem się, że w ten poniedziałek czyli jutro jest spotkanie z klientem a nim prezentacja tego modułu, za który ja odpowiadam. W ten dzień jeszcze trochę mi brakowało do skończenia tego ale praca pod presją czasu działa na mnie mobilizująco. Przy okazji podpisałem nową umowę o pracę, więc pewna stabilizacja na rok. Pracę skończyłem o 17 i miałem sporo czasu na pociąg bo prawie półtorej godziny. Więc spokojnie powinienem zdążyć ( a pracuję w południowej części Krakowa) , łącznie wejściem do domu aby zabrać kilka rzeczy. Wsiadam w tramwaj i spokojnie sobie jad, kiedy rozlega się w głośniku głos kierowcy, że na moście Grunwaldzkim był jakiś wypadek i tramwaje tamtędy nie jeżdżą, tylko jakieś autobusy będą podstawiane.
Sytuacja staje się dla mnie nie ciekawa bo ponad kilometr muszę do domu dojść, szybko zabrać rzeczy i liczyć na szczęście, że autobus zastępczy przyjedzie w miarę szybko. Wiedziałem, że przejeżdża obok dworca a jak jedzie to była wielka tajemnica. Jakoś się udało zdążyć na pociąg i zostałem wciągnięty przez tłum oczekujących i w bardzo niewygodnej pozycji przestałem półtorej godziny w drodze do Tarnowa.

W czwartek szybkie zaliczenie 2 cmentarzy leżących około 30 km od Tarnowa do tego po przeciwnych stronach i powrót do Krakowa tym razem w prawie pustym pociągu ale za to rozgrzanym do czerwoności. I w ten dzień Kraków mnie oczarował bo taka pustka, nikogo nie widać, nikt się nie śpieszy, po prostu magia. Na myśl mi przyszły “Sklepy cynamonowe” Bruno Schulza

W piątek w pracy pojawiłem się wcześniej niż zwykle aby na spokojnie skończyć mój moduł i móc go przetestować. Niestety bardzo znana firma która, jest współwykonawcą projektu pozmieniała parę bardzo ważnych rzeczy, przez co dostosowanie tego do nas zajęło mi koło 6 godzin i już zabrakło czasu na testy. Jednak 12 godzin w pracy to dosyć sporo. Po wyjściu z pracy miałem niecałą godzinę do pociągu. To już było czyste szaleństwo. 10 minut z pracy na mój przystanek, 8 minut z przystanku do domu i z powrotem na przystanek aby móc zdążyć na kolejny tramwaj i 20 minut do dworca. Dobrze, że koło stacji można kupić jakieś jedzenie bo chyba bym umarł z głodu. Jeszcze w pociągu moje kochanie mi napisało, że ma dla mnie niespodziankę w ten dzień. Wyjść z mieszkania w Krakowie po 7, wrócić przed 19 na 2 minuty i później w domu w Tarnowie pojawić się przed 1 w nocy, zjeść obiad o tej porze i położyć się na kilka godzin snu. Aby następnego dnia móc pozałatwiać sprawy i po południu spotkać się z moim szczęściem i wrócić w środku nocy.
Miałem nadzieję, że uda mi się dziś odpocząć ale niestety też się nie udało.

Napisz odpowiedź