Nie samą java człowiek żyje i czasem robi coś innego. A tak właściwe to coś całkiem szalonego a mianowicie skacze na bungee. Było to moim wielkim marzeniem i udało mi się je spełnić.
Na skok bungee wybraliśmy się do Zakopanego. O niczym nie wiedziałem do momentu gdy przede mną ukazał się dźwig.
Dla mnie to był prawdziwy szok i nie wiedziałem co się dzieje. Po chwili skoczył pierwszy śmiałek, którego widziałem. I z dołu skok wyglądał niesamowicie. Jeszcze strachu nie czułem i byłem zdecydowany. Krótki postój w kolejce bo chyba 3 osoby były przede mną. Ściągnięcie butów, opróżnienie kieszeni z wszystkich rzeczy i ważenie. Po chwili bardzo mocno wiązanie nóg do uprzęży. Osoba przede mną szczęśliwie wylądowała i kosz był na ziemi.
Podczas wchodzenia do kosza już czułem się niepewnie, więc po chwili spojrzałem w górę.
I strach mnie obleciał. Z innej perspektywy to nie wydawało się takie straszne i wysokie a tutaj pionowo w górę. Mimo tego, że jeszcze byłem na ziemi to już się kurczowo trzymałem.
W końcu klatka się unosi i powoli jedzie w górę…

Wyjazd w górę nie trwał długo ale ta oddalająca się ziemia robiła wrażenie. Po zatrzymaniu na wysokości 90 metrów nad ziemią spojrzałem w dół i się przeraziłem, ludzi nie widziałem. Wielka przepaść pode mną a ja mam skoczyć. Dobrze, że z tej wysokości był cudowny widok na Zakopane i Tatry z Giewontem prawie na wyciągnięcie ręki. Troszkę to umorzyło strach. I ja się bałem jak spojrzałem w górę z dołu. Porównanie tego z widokiem z góry w dół to było nic.
W końcu klatka została otwarta i jeden krok w …
Spojrzenie w dół, może przyprawić o zawał ale szybkie spojrzenie na Tatry i kilka głębokich wdechów trochę poprawiają sytuację. Słyszę odliczanie, które bardzo długo się ciągnie.
3…2…1…BUNGEE…
i
Tylko gdy zrobiłem krok do przodu w 90 metrową otchłań cały strach zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pojawiło się takie cudowne, wspaniałe, niesamowite uczucie, na które po prostu brak słów, którymi można to opisać. Spełnienie marzeń. Po prostu ja latam. Najwspanialsze uczucie jakie do tej pory przeżyłem. I ta pierwsza faza lotu, gdy spada się swobodnie, guma nie jest naprężona i szybko nabiera się prędkości. Po prostu to trzeba przeżyć samemu. Nie wiem czy leciałem długo czy krótko, z dołu lot trwa kilka sekund. Pamiętam, że miałem oczy otwarte ale nie mogę sobie przypomnieć co widziałem. Widok był tutaj najmniej ważny i chyba mózg nawet tego nie rejestrował. W głowie była pustka, oprócz jednego. Od tego, że latam i że jest to fantastyczne uczucie.
Po osiągnięciu maksymalnego naciągu liny na chwilę się zatrzymałem w powietrzu i mogłem krzyknąć whooooaaauuu. By odbić się w górę. Takich odbić zanim kosz zaczął opadać było kilka i nie czułem żadnego szarpnięcia. Te 2-3 pierwsze zapewniały jeszcze fazę lotu i też nie mam pojęcia w jakiej byłem pozycji. W końcu zacząłem opadać w dół, ciągle się odbijając. I zbliżał się do mnie niebieski materac na, którym musiałem wylądować.
Po skoku byłem cały roztrzęsiony, nogi miałem jak z waty ale niesamowicie szczęśliwy. Euforia, stan podniecenia utrzymywały mi się przez cały dzień, jak to pisze to te wszystkie emocje wracają. Do tego udało mi się zagadać moją dziewczynę, w ogóle nie dopuszczając jej do słowa. To jest niezapomniane przeżycie, o którym będzie się opowiadało zawsze z wypiekami na twarzy i już się nie mogę doczekać następnego skoku. Również ważny jest stosunek ludzi z dołu, którzy patrzą na Ciebie z podziwem i po skoku mówią, że gratulują i podziwiają bo sami nigdy by nie skoczyli. Taki dialog z chłopczykiem w wieku wczesnoszkolnym:
chłopczyk: Proszę pana, jak było?
ja: fajnie.
chłopczyk: Nie bał, się pan bo to jak 3 moje bloki.
ja: bałem się.
Skok na bungee jest całkiem bezpieczny, nie czułem żadnych szarpnięć, byłem mocno przywiązany. Jedynie to na następny dzień trochę mnie bolały mięśnie brzucha z rozciągnięcia.
Na koniec taka drobna pigułka organizacyjna. Skok odbył się w Zakopanem, pod Gubałówką (na wprost dolnej stacji kolejki). Organizatorem jest firma mario. Koszt skoku do 120 zł, ale dla tego lotu z 90 metrów było warto. Żałuję, że nie dałem dodatkowych 20 złotych na zdjęcia robione przez instruktora z góry. Dodatkowo była miła i fachowa obsługa, która potrafiła zmniejszyć strach. Po skoku dostaje się certyfikat potwierdzający.

Czy skoczyłbym jeszcze raz? Jak najbardziej tak. Czy strach byłby wtedy mniejszy? Myślę, że nie. Przeżycia są niesamowite i naprawdę warto. Więc jeśli ktoś chce skoczyć niech to zrobi przy pierwszej nadarzającej się okazji.












