Panasonic lumix fz8 – opinia

Dawno temu zastanawiałem się jaki wybrać aparat. Po przeczytaniu kilku opinii, pobawieniu się canonem s3 mojego wujka, zdecydowałem się na czarnego panasonica fz8. I uważam to za dobry wybór.

W zestawie dostałem aparat, ładowarkę, akumulatorek, pasek, płytkę z jakimiś programami oraz książeczkowe instrukcje. Niestety nie było tam wersji po polsku tylko dodatkowa płytka z instrukcją po polsku. Od razu dokupiłem torbę i kartę.

Aparat jest bardzo lekki. Dobrze, że można nałożyć na niego tulipan (osłonę przeciwsłoneczną), która dodaje troszkę masy i wielkości. Obudowa wydaje się być wytrzymała i jest chropowata, co nie powinno spowodować wyśliźnięcia się aparatu z ręki. Lampa wyskakuje jak szalona.

Co do jakości zdjęć to wychodzą bardzo dobre w plenerze i przy niewielkim ISO. Co do zdjęć w pomieszczeniach i przy sztucznym świetle (oczywiście bez lampy), może przy użyciu statywu wychodziłyby w miarę. Pstrykania zdjęć w takich warunkach nie polecam.

Na pewno można polecić ten aparat początkującym fotoamatorom a i bardziej zaawansowani użytkownicy mogą być z niego zadowoleni. Mimo niewielkiego rozmiaru drzemią w Panasonicu – lumix fz8 bardzo duże możliwości. Sam z braku czasu nie poznałem go jeszcze do końca ale fotografowanie w trybie “P” daje troszkę możliwości konfiguracyjnych i zdjęcia wychodzą dobre.

A tutaj można znaleźć więcej moich zdjęć.

nokia 1600 – opinia

Posiadam ten telefon już dwa lata, więc mogę go jakoś ocenić i może ta opinia się komuś przyda. Od razu zaznacza, że mam wymagania co do telefonu całkiem inne od większości ludzi. Dla mnie telefon powinien dzwonić i mieć możliwość wysyłania i odbierania sms. Nie są mi potrzebne żadne mp3, aparaty jak te rzeczy mogę mieć. O aparacie napiszę kiedyś.

Nokia 1600 to był mój pierwszy telefon i jak go kupowałem to nie miałem żadnego pojęcia o telefonach, prócz tego że nokie to dobre telefony. Pierwszą zaletą tej nokii jest jej prostota. Dla kogoś, kto nie miał wcześniej żadnego telefonu jego opanowanie nie zajmie dużo czasu. Kolejnym plusem jest ergonomia użytkowania. Telefon leży mi idealnie w ręce a klawisze są miękkie i bardzo dobrze się je naciska. Obudowa wydaje się niezbyt mocna ale to tylko pozory. Nokia 1600 kilka razy mi spadła na ziemię ale nie wywarło to na nią żadnego wpływu. Za największą zaletę tego telefonu uznaję jego baterię. Przy niewielkim używaniu bez ładowania wytrzymywał 12-14 dni. Przy dużym wykorzystaniu, tak jak w ostatnim okresie przeze mnie, bateria również trzymała długo bo 6-8 dni.

Niestety nie ma róży bez kolców i nokia 1600 także posiada wady. Pierwszą, która pojawiała się od samego początku było zawieszanie się telefonu raz na jakieś 3-4 tygodnie. Pomagało wyciągnięcie baterii i ponowne jej włożenie. Zauważyłem, że wyłączenie raz na jakiś czas telefonu i po chwili go włączenie likwidowało tą wadę. Usterka niezbyt uciążliwa jak dla mnie.
Po półtora roku użytkowania kilka razy pojawił się błąd, może 5 razy, który poważnie mnie zaniepokoił. Było to zgubienie zasięgu, w miejscach w których zawsze wcześniej był oraz później też. Pomagało na to zmiana na ręczny wybór sieci i z powrotem na automatyczny. Myślę, że może powodem tego błędu mogło być zbyt duże natężenie odbiorników i hotspotów na niewielkim obszarze i przez to antena głupiała. Ostania wada jaka mi się pojawiła jakiś miesiąc temu, to samoczynne wyłączanie się telefonu co kilka dni i to już było uciążliwe. Jednak tym się za bardzo nie przejąłem, bo wtedy byłem w okresie kupowania nowego telefonu nokia 6021.

Polecam nokię 1600 każdemu kto w telefonie ceni prostotę, nie goni za telefonem, który potrafi wszystko zrobić i ma w sobie cała masę innych rzeczy. Również ta nokia jest idealna dla kogoś, kto nigdy wcześniej nie używał komórki.

Pojutrze

Troszkę mi zeszło z przeczytaniem tej książki bo coś koło dwóch miesięcy ale tak to jest jak się czyta tylko w pociągu przez trzy godziny w tygodniu.

Allan Folsom “Pojutrze”

 

” … amerykański chirurg przebywający służbowo w Paryżu, napotyka przypadkowo mężczyznę, który 30 lat temu zabił jego ojca. Podążając jego tropem trafia na ślad intrygi, której początki są w III Rzeszy. Oficer policji z Los Angeles przydzielony do Interpolu bierze udział w najdziwniejszej sprawie w swoim życiu. Seria morderstw w miastach europejskich, gdzie ofiary znajdowano bez głowy. W Berlinie grupa najbogatszych niemieckich przemysłowców bierze udział w historycznym zjeździe połączonym z niezwykłą celebracją. Co łączy wszystkie wydarzenia. Czy są zwiastunem najbardziej przerażającego spisku od czasów II wojny światowej.”

 

Jakie są moje opinie o tej książce. Mimo tego, że cienka nie jest to się czyta ją dość dobrze. Prawie jakby to był scenariusz filmowy, co jest bardzo możliwe bo autor jest scenarzystą i może powstał film na podstawie tej książki. Tego mi się nie udało sprawdzić. Mamy tu kilku dwóch głównych bohaterów, ich postacie są mocno zarysowane i można się dowiedzieć dlaczego tak postępują, jakie emocje nimi szargają. Każdy z nich uczestniczy w kilku wątkach, które się przeplatają ze sobą a oprócz tego istnieje jeszcze parę oddzielnych wątków. W tej powieści znajdzie się miłość, sex, namiętność, zdradę nienawiść, zbrodnię, szaleństwo, naukę. W niektórych momentach można się zastanowić nad kwestiami etycznymi czy takie postępowanie jest dobre czy złe. Przykładami tego jest wykorzystanie dziewczyny w celu badania a jak się o tym dowiedziała to jej zapłacenie, plan faszysty, który był realizowany przez niego przez ponad pół wieku, czy też wielkie odkrycie w nauce mimo tego, że w pewnym sensie przypomina historię frankensteina może być wykorzystywane dla dobra nauki.

 

W niektórych miejscach fabuła jest przewidywalna, chociaż zdarzają się niespodziewane zwroty akcji. Moim zdaniem zakończenie jest za bardzo rozciągnięte, bo można ponad sto stron od końca książki traktować jak wstęp do zakończenia. Nie znam żadnego Niemca osobiście ale nie wydaje mi się, że wszyscy w głębi duszy są faszystami, wierzą w Wielkie Niemcy i wyższość rasy aryjskiej nad innymi. Autor tak zgeneralizował tą kwestię. Mimo, że to był jeden fragment, to jednak jak dla mnie to wielki minus.

 

Jeśli ktoś lubi teorie spiskowe, dużo akcji to może przeczytać tą książkę. Jednak jeśli ma w tej chwili coś ciekawszego to do “Pojutrza” niech wróci kiedy indziej.

Ojciec chrzestny

Po raz drugi udało mi się przeczytać “Ojca chrzestnego” M. Puzo. Miałem ją wypożyczoną zanim się dowiedziałem, że wczoraj będzie emitowana adaptacja w tv. Dzień przed oglądnięciem skończyłem ją czytać i mogę na bieżąco porównać film z książką.

Książka jest naprawdę bardzo dobra, większość postaci ma swoją historię oraz pewną głębię psychologiczną. Ukazywane są ich wady oraz zalety. Także ich postrzeganie społeczeństwa, w którym żyją pokazuje, że czują się kimś lepszym w świecie rządzonym przez mafiem, ojców chrzestnych. Ta społeczność może dać im więcej niż oficjalne rządy. Za uprzejmości dla rodziny, lub ogólnie za zrobienie czegoś kontrowersyjnego co jest dobre ale z drugiej strony złe, są nagradzani a za zdradę czeka ich śrmierć.

Ile w tej książce jest zawartych prawd życiowych z których można korzystać codziennie w różnych sytuacjach. Aby być zawsze lojalnym bo zostaniemy za to nagrodzeni, nie ujawniać od razu jeśli mamy silne plecy, znajdować rozwiązanie w trudnych sytuacjach i nigdy się nie poniżać. Jeden z cytatów, który napisze z pamięci.

-Nauczyłeś mnie wszystkiego oprócz tego jak mówić “nie”. – Jeśli dobrze pamiętam Micheal albo Sonny do dona.
-Jeśli mówisz “nie” to musi ono brzmieć jak “tak”, aby odmawiający nie potraktował tego jako odmowy, żeby on sam został przekonany do tego, że sam chce i uważa ze odmowa jest lepsza od zgody.

Film obejrzałem kolejny raz. I co można o nim powiedzieć, że jest genialny od gry aktorów, po zdjęcia i ścieżkę dźwiękową. Prawie wszystkie sceny są w miarę wiernym odwzorowaniem książki. Chociaż brakuje głębi większości postaci. Czego nie można powiedzieć o Marlonie Brando. Nie potrafię sobie wyobrazić, czy ktoś inny mógłby to lepiej zagrać. Jego charyzma, spojrzenie, spokój, słowa po prostu rola stworzona dla niego.

Jednak parę rzeczy mi brakuje. Okrojenie paru wątków i jeśli się nie czytało książki to można było się trochę zagubić między innymi dlaczego Brasi był taki ważny i budził strach, jaki cel miała rozmowa z Wurtzem o rolę dla Fontane. Również rezygnacja z wątku Nino Valentiono uważam za błąd bo jednak ta postać w swej komiczności była bardzo poważna. Można to zrozumieć bo jednak film trwa 3 godziny i dodanie kolejnych elementów znacznie by go wydłużyło.

O jednej rzeczy nie można zapomnieć w tym filmie. Muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka. Od kilku dni leci mi tylko soundtrack z “Ojca chrzestnego”. Łatwo rozpoznawalna i ma cos w sobie, co naprawdę rusza za serce i się nie nudzi. A słuchanie tej ścieżki przy jednoczesnym czytaniu książki, stwarza wręcz niesamowitą atmosferę.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.