Ojciec chrzestny

Po raz drugi udało mi się przeczytać „Ojca chrzestnego” M. Puzo. Miałem ją wypożyczoną zanim się dowiedziałem, że wczoraj będzie emitowana adaptacja w tv. Dzień przed oglądnięciem skończyłem ją czytać i mogę na bieżąco porównać film z książką.

Książka jest naprawdę bardzo dobra, większość postaci ma swoją historię oraz pewną głębię psychologiczną. Ukazywane są ich wady oraz zalety. Także ich postrzeganie społeczeństwa, w którym żyją pokazuje, że czują się kimś lepszym w świecie rządzonym przez mafiem, ojców chrzestnych. Ta społeczność może dać im więcej niż oficjalne rządy. Za uprzejmości dla rodziny, lub ogólnie za zrobienie czegoś kontrowersyjnego co jest dobre ale z drugiej strony złe, są nagradzani a za zdradę czeka ich śrmierć.

Ile w tej książce jest zawartych prawd życiowych z których można korzystać codziennie w różnych sytuacjach. Aby być zawsze lojalnym bo zostaniemy za to nagrodzeni, nie ujawniać od razu jeśli mamy silne plecy, znajdować rozwiązanie w trudnych sytuacjach i nigdy się nie poniżać. Jeden z cytatów, który napisze z pamięci.

-Nauczyłeś mnie wszystkiego oprócz tego jak mówić „nie”. – Jeśli dobrze pamiętam Micheal albo Sonny do dona.
-Jeśli mówisz „nie” to musi ono brzmieć jak „tak”, aby odmawiający nie potraktował tego jako odmowy, żeby on sam został przekonany do tego, że sam chce i uważa ze odmowa jest lepsza od zgody.

Film obejrzałem kolejny raz. I co można o nim powiedzieć, że jest genialny od gry aktorów, po zdjęcia i ścieżkę dźwiękową. Prawie wszystkie sceny są w miarę wiernym odwzorowaniem książki. Chociaż brakuje głębi większości postaci. Czego nie można powiedzieć o Marlonie Brando. Nie potrafię sobie wyobrazić, czy ktoś inny mógłby to lepiej zagrać. Jego charyzma, spojrzenie, spokój, słowa po prostu rola stworzona dla niego.

Jednak parę rzeczy mi brakuje. Okrojenie paru wątków i jeśli się nie czytało książki to można było się trochę zagubić między innymi dlaczego Brasi był taki ważny i budził strach, jaki cel miała rozmowa z Wurtzem o rolę dla Fontane. Również rezygnacja z wątku Nino Valentiono uważam za błąd bo jednak ta postać w swej komiczności była bardzo poważna. Można to zrozumieć bo jednak film trwa 3 godziny i dodanie kolejnych elementów znacznie by go wydłużyło.

O jednej rzeczy nie można zapomnieć w tym filmie. Muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka. Od kilku dni leci mi tylko soundtrack z „Ojca chrzestnego”. Łatwo rozpoznawalna i ma cos w sobie, co naprawdę rusza za serce i się nie nudzi. A słuchanie tej ścieżki przy jednoczesnym czytaniu książki, stwarza wręcz niesamowitą atmosferę.

%d blogerów lubi to: